Niniejszy tekst dedykuję wrocławskim miłośnikom złocistego trunku. Jeśli ktoś uważa, że piwo to temat błahy, niech wie, że we Wrocławiu doszło niegdyś do poważnego konfliktu o wóz z kilkoma beczkami piwa. W spór zaangażowali się król czeski Wacław IV i papież Urban VI. Sprawa miała zatem charakter międzynarodowy. O co tak naprawdę chodziło w całej sprawie zaraz wyjaśnię, na razie zaznaczę jedynie, że na pamiątkę „wojny piwnej” obsługa Piwnicy Świdnickiej nosiła stroje podobne do szat księży – takie „półsutanny”. A w spornych beczkach było oczywiście wyśmienite piwo świdnickie.
Kwestia piwna pojawiła się w polskiej dyplomacji już w dobie krucjat. Papież Honoriusz III rozpoczął przygotowania do kolejnej wyprawy. Z całej katolickiej Europy śpieszyli rycerze, baronowie i książęta do walki o Ziemię Świętą. Polski książę Leszek Biały nie miał głowy do długotrwałej wyprawy, którą musiał przeprowadzić na własny koszt, ryzykując jednocześnie, że może nie wrócić. Nie jest też tajemnicą, że wielu krzyżowców udział w krucjatach po prostu zrujnował. Książę musiał znaleźć istotny powód, aby nie jechać. Wytłumaczył się brakiem piwa w Ziemi Świętej, a trunek ten on z lubością spożywał. „W Palestynie piwa nie ma i żyć, przeto tam nie można” - pisał do Rzymu. Tłumaczył się też otyłością i związaną z nią chorobą. Papież w końcu uznał wagę argumentu, ale sprytnie zamienił obowiązek wyjazdu do Ziemi Świętej na odbycie krucjaty na miejscu, nakazując Leszkowi wyprawę na pogańskich Prusów. Zatem wilk był syty i owca w ciąży – książę odbył obowiązek walki z pogany na miejscu, mogąc w trakcie wyprawy popijać złocisty trunek.
Już Gall Anonim w XII stuleciu informował, że piwo było ulubionym napojem Polaków. Opisując legendarne dzieje Piasta oznajmił, iż posiadał on „naczyńko warzonego piwa”, które trzymał specjalnie na uroczystość postrzyżyn syna Ziemowita. A zatem
piwo pito na naszych ziemiach już podczas pradawnych pogańskich obrzędów.
 
 
Monk_sneaking_a_drink.jpg
 
 
 
Piwo to poważny temat. We Wrocławiu, jak wspomniałem, toczono z jego powodu wojnę w latach 1380-1382. W całej sprawie nie chodziło o kilka beczek piwa – to był jedynie pretekst. Średniowieczne miasta próbowały wprowadzać praktyki monopolistyczne w sposób nie mniej drapieżny niż dzisiejsze koncerny. Aby prowadzić we Wrocławiu browar lub karczmę warzącą własne piwo, trzeba było mieć przywilej. Intencją stworzenia takiego systemu była ochrona interesów miejscowych wytwórców, tych, którzy podatkami zasilali kasę miejską i byli związani z Wrocławiem często przez wiele pokoleń. Z drugiej jednak strony monopol sprawiał, że wrocławianie nie mieli wyboru – musieli pić miejscowe piwo. A wytwórcy, pewni swego, nie przykładali się należycie do pracy. Przecież i tak wypiją piwo, którego nawarzymy.
 
Kanonicy z Ostrowa Tumskiego kontra wrocławski ratusz

W roku 1380 książę legnicki Ruprecht I postanowił podarować swemu bratu, dziekanowi katedralnemu Henrykowi, kilka beczek piwa. Tego najlepszego. Ze Świdnicy! Na Ostrowie Tumskim duchowni już zacierali ręce i płukali kufle... Niestety! Czujni rajcy wrocławscy zarekwirowali wóz z piwem. To rada miejska miała monopol na transport i sprzedaż piwa na terenie Wrocławia. Kapituła katedralna była oburzona – jak to? Przecież to prezent na Boże Narodzenie! Włodarze miasta byli nieugięci: „Nasza coca-cola, jest lepsza od nie naszej i ją macie pić!” Takiej zniewagi kapituła nie mogła puścić płazem! 8 stycznia 1381 nałożyła na Wrocław klątwę. Oznaczało to, że w mieście przestano udzielać sakramentów. Ze ślubami i chrztami od biedy można zaczekać, ale z pogrzebami nie da się zwlekać zbyt długo. Piwo świdnickie musiało być wyborne, bo nie pomogła interwencja samego arcybiskupa gnieźnieńskiego. Duchowni pozostali nieugięci – przenieśli się do Nysy, która była własnością biskupa i czekali, aż wrocławscy rajcy wymiękną.

Tymczasem do Wrocławia przybył król czeski Wacław IV, aby odebrać tradycyjny hołd od rady miejskiej. Po tej uroczystości miało się odbyć, jak nakazywał obyczaj, uroczyste nabożeństwo, a tu klops, a właściwie - klątwa! Księża odmówili posługi samemu królowi! Zirytowany król posłał na Ostrów Tumski swoich zbrojnych. Jednak wysłannicy króla nikogo z kapituły nie zastali, kanonicy byli w Nysie. To wywołało królewski gniew. Zbrojni znów wkroczyli na Ostrów Tumski, obrabowali domy kanoników, skonfiskowali inwentarz z majątków kościelnych. Słowem chryja na całego. W końcu w sprawę wkroczył papież Urban VI. Przybyły do Wrocławia legat, biskup Tomasz Lucerii próbował załagodzić spór, jednak żadna ze stron nie zamierzała ustąpić. Spór toczył się jeszcze przez sześć miesięcy. Ostatecznie legat zdjął interdykt. W maju 1382 roku rajcy postanowili ustąpić i zgodzili się, aby kapituła mogła transportować i szynkować piwo ze Świdnicy bez pośrednictwa miasta. Wygrali kanonicy. A piwo świdnickie zostało przy tej okazji wypromowane, jak to się dziś określa, w całej Europie. Aha, ktoś jeszcze skorzystał na całym konflikcie. Swój półgęsek w ogniu sporu upiekł król. Wrocławskie biskupstwo umorzyło długi Wacława IV.

Autor artykułu: Juliusz Woźny

BISKUPSTWO WROCŁAWSKIE

Przynależność państwowa Śląska

Granice Śląska jako dzielnicy ulegały przekształceniom w wyniku działań politycznych. Pod koniec IX wieku obszar ten należał do państwa Wielkomorawskiego. Po jego upadku w roku 907 tereny zamieszkane przez plemiona śląskie: Bobrzan, Dziadoszan, Ślężan, Trzebowian weszły w skład państwa czeskich Przemyślidów, a tym samym w skład utworzonej w 973r diecezji Praskiej.

Gród wrocławski założony został ok. 900 roku przez słowiańskiego księcia Wratislawa (Wrocisława) na skrzyżowaniu dróg handlowych: szlaku bursztynowego prowadzącego z południa na północ Europy, oraz przecinającego go szlaku wiodącego z zachodu na wschód- z krajów germańskich do Morza Czarnego. Drogi te krzyżowały się w sąsiedztwie obecnego kościoła św. Wojciecha.

Około 990 roku dokonała się ważna zmiana w historii ziemi nadodrzańskiej - włączona została do gnieźnieńskiego państwa Polan, już wówczas chrześcijańskiego, rządzonego przez Mieszka I. Wejście Śląska w skład państwa Polan potwierdza dokument Dagome iudex z 991 roku.

 

Utworzenie biskupstwa

Wkrótce potem Wrocław stał się siedzibą nowo powołanego biskupstwa. Stało się to  za rządów syna Mieszka I -Bolesława - podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego w roku 1000, kiedy to do Polski przybył cesarz Otto III, by oddać hołd relikwiom zamordowanego w Prusach biskupa Wojciecha. Roszczenia do jurysdykcji nad Śląskiem zgłaszane przez biskupstwo w Pradze i Miśni nie zdołały temu przeszkodzić.

Ustanowiono wówczas osobną metropolię dla państwa Bolesławowego ze stolicą w Gnieźnie, a w ramach tej metropolii powołano trzy diecezje: dla Pomorza w Kołobrzegu, dla kraju Wiślan w Krakowie i dla Śląska we Wrocławiu. Pierwszym biskupem wrocławskim ustanowiony został znany jedynie z imienia Jan.

W świetle ostatnich odkryć archeologiczno-architektonicznych stwierdzić można, że Bolesław Chrobry nie musiał fundować nowej świątyni. We Wrocławiu wykorzystano istniejącą tu niedużą świątynię obrządku słowiańskiego, która decyzją synodu gnieźnieńskiego stała się tymczasowo siedzibą nowo powołanego biskupa. Patronem świątyni został św. Jan Chrzciciel, którego relikwie znajdują się w katedrze od 1428 r. 

 

Matejko_Christianization_of_Poland.jpg

 

Reakcja pogańska i odbudowa

 To pierwsze biskupstwo upadło w wyniku tzw. reakcji pogańskiej i najazdu czeskiego księcia Brzetysława w 1038r.  Obrabowano i zburzono niedawno wzniesioną przedromańską katedrę (1004r), zniszczone lub wywiezione zostały księgi diecezji, upadła również dawna struktura administracyjna. Zrujnowany Śląsk do 1050 r. pozostawał pod panowaniem czeskim, a biskup praski Sewer planował włączenie regionu do swojej diecezji. Dla słabej jeszcze organizacji kościelnej było to uderzenie druzgocące. Zanim Kazimierz Odnowiciel ok.1040 roku rozpoczął odbudowę państwowości polskiej, siedzibą biskupa był zaginiony dziś gród Ryczyn opodal Brzegu, a wkrótce potem diecezja otrzymała nowego rządcę – Hieronima. Sprowadził on z Rzymu do Wrocławia relikwie św. Wincentego diakona, mianowanego wkrótce drugim patronem katedry.

Trudno dokładnie określić granice terytorialne diecezji wrocławskiej, ponieważ do dnia dzisiejszego nie zachował się ani dokument erekcyjny z roku 1000, ani późniejszy zw. z reorganizacją z 1075 roku. W okresie rozbicia dzielnicowego biskupstwem wrocławskim zarządzał Walter z Malonne (Flandria). Wybrany w 1149 r. na stolicę biskupią we Wrocławiu przystąpił z niezwykłą energią do reformy życia kościelnego w myśl założeń papieża Grzegorza VII. Kładł ogromny nacisk na przestrzeganie ceremonii kościelnych i śpiewu liturgicznego oraz na celibat duchowieństwa, które jeszcze w tym czasie było w większości żonate. Do życia powołał także pierwszą kapitułę katedralną. W miejsce pierwotnej katedry na Ostrowie Tumskim rozpoczął budowę nowej w stylu romańskim, która została ukończona za biskupa Żyrosława.

Warto też zaznaczyć istnienie w 1212 roku szkoły katedralnej -pierwszej szkoły w mieście. Równocześnie ze szkołą przy katedrze zaczęto budować bibliotekę kapitulną. Musiała być ona prawdziwą chlubą biskupów wrocławskich, bo chęci jej posiadania nie oparli się Szwedzi, którzy w roku 1635 zrabowali ją i próbowali wywieźć. Niestety, próba zakończyła się tragicznie, cały księgozbiór utonął w Odrze.

Tę wspaniale rozwijającą się dzielnicę, dotknął w 1241 r. bolesny wstrząs- najazd Tatarów. Po wycofaniu się najeźdźców i szybkiej odbudowie Śląsk zajął wśród innych dzielnic Polski przodujące miejsce, a biskupstwo wrocławskie weszło w tak zwany "złoty okres" swoich dziejów. Zjednoczenie ziem polskich w XIV wieku nie objęło jednak Śląska, który znalazł się pod panowaniem czeskich Luksemburgów.

Na życzenie Władysława Łokietka papież Jan XXII przeniósł do Wrocławia biskupa krakowskiego Nankera (1326-1341), który w okresie pełnym napięć, opowiedział się zdecydowanie za polską racją stanu na Śląsku. To za jego pontyfikatu Kazimierz Wielki zrzekł się ostatecznie praw do tych ziem. Kolejny biskup-Przecław z Pogorzeli skutecznie przeciwstawił się luksemburskiej dyplomacji usiłującej włączyć biskupstwo wrocławskie do nowo utworzonej metropolii w Pradze. W związkach z Gnieznem widział bowiem szansę na zachowanie, przynajmniej formalnie, niezależnej pozycji Kościoła wrocławskiego, odrębności kulturowej i tożsamości tutejszych ziem.

Dziełem bpa Przecława było ukończenie budowy gotyckiej katedry oraz wzniesienie od strony wschodniej kaplicy Najśw. Maryi Panny, w której został pochowany.

 

pobrane (1).jpg

 

Po odpadnięciu Śląska od Polski

W 1335 zmarł ostatni Piast Wrocławski -Henryk VI Dobry. W 1351 we Wrocławiu, spotkali się Kazimierz Wielki i Karol IV Luksemburski. Przejście Śląska pod władzę Luksemburgów zostało ostatecznie potwierdzone, ale Kazimierz zastrzegł jeden warunek – Śląsk przynależeć będzie w dalszym ciągu do metropolii gnieźnieńskiej, a metropolita gnieźnieński będzie zatwierdzał wybór każdego ordynariusza. Faktem o wielkim znaczeniu politycznym było płacenie Stolicy Apostolskiej świętopietrza z terenów Śląska. Wnoszenie opłat na rzecz papieża było pośrednio potwierdzeniem przynależności Śląska, którego granice pokrywały się z ówczesnymi granicami diecezji wrocławskiej, do królestwa polskiego.

pobrane.jpg

Herb biskupów wrocławskich (ok.XVIw)

W 1526 diecezja wrocławska wraz z całym Śląskiem dostała się pod panowanie Habsburgów. Przed wybuchem reformacji liczyła 1500 parafii, jednak już w 1580 r zostało ich zaledwie 200. Nowinkom religijnym ulegali głównie Niemcy, ludność polska pozostała wierna katolicyzmowi. Od 1565 duchowieństwo kształciło się we wrocławskim seminarium duchownym założonym przez bp Kaspra z Łagowa.               W 1741 roku wkracza na Śląsk Fryderyk II i włącza go do państwa pruskiego. W granicach diecezji wrocławskiej nagle znalazły się tereny przynależące z jednej strony do Prus, z drugiej do Austrii Habsburgów.                                                                

Na mocy   bulli papieskiej „De salute animarum” z roku 1821, a więc po ponad 800 latach, Śląsk został formalnie oddzielony od metropolii gnieźnieńskiej, a biskupstwo wrocławskie zostało podporządkowane bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, który to stan utrzymał się aż do końca II wojny światowej.

Po I wojnie światowej z   terenów diecezji wrocławskiej, które znalazły się w granicach państwa polskiego utworzono diecezję katowicką.        

W 1930 r. biskupstwo wrocławskie zostało wyniesione do rangi arcybiskupstwa, a jego ordynariusz stawał się głową osobnej, rozległej prowincji kościelnej, która obejmowała poza archidiecezją wrocławską, diecezję berlińską, warmińską oraz delegaturę w Pile.             .

Ostatni niemiecki kardynał – Adolf Bertram, już po wygranej nazistów, nie zgadzał się na wprowadzenie zakazu spowiedzi po polsku. Tłumaczono też na język polski listy pasterskie - niemiecki Kościół wiedział, że w jego interesie jest, by kandydaci do kapłaństwa nawet pochodzenia niemieckiego znali język polski i mogli wśród Polaków pełnić posługę duszpasterską. Chodziło przecież o to, aby nie zrazić sobie wielotysięcznych rzesz wierzącego ludu polskiego, który stanowił fundament katolicyzmu w diecezji wrocławskiej.

Po II wojnie światowej

Adolf Bertram zmarł 6 lipca 1945 roku,

12 sierpnia przybył do Wrocławia kard. Hlond. Na mocy specjalnych uprawnień otrzymanych od Stolicy Apostolskiej mianował ks. inf. Karola Milika nowym administratorem apostolskim dla Dolnego Śląska. W archidiecezji zastał on 380 tys. katolików niemieckich z 550 kapłanami i ponad 550 tys. Polaków z 49 księżmi polskimi.

I tak oto rozpoczął się zupełnie nowy jakościowo rozdział w dziejach wrocławskiego kościoła.

Spotkajmy się pod pręgierzem? Oby nie!
Dzisiaj, na szczęście, można kogoś postawić tylko pod pręgierzem opinii publicznej, co i tak najczęściej do przyjemności nie należy. A kto i dlaczego stawał przy pręgierzu przed wiekami? Gdzie zobaczyć możemy oryginalne słupy hańby w najbliższych okolicach Wrocławia?
Na Dolnym Śląsku do dzisiaj zachowało się niewiele pręgierzy, w dodatku część z nich to repliki dawnych „słupów hańby”. Tymczasem na terenie powiatu wrocławskiego znajdują się aż trzy oryginalne narzędzia dawnego wymiaru sprawiedliwości, przy których wykonywano m.in. karę chłosty – po niej na ciele skazańca pozostawały krwawe ślady na ciele, czyli pręgi. Aby kara była bardziej dotkliwa, wymierzano ją zazwyczaj w obecności publiczności, na przykład w dni targowe, dlatego też pręgierze stawiano najczęściej na głównych placach miasteczek i wsi. Słupy z żelaznymi obręczami (kunami) znajdowały się na przykład na rynku w Sobótce i Kątach Wrocławskich (co widoczne jest na XVIII-wiecznych grafikach Wernera), na placu w Żórawinie i w Tyńcu nad Ślęzą, przy wiejskiej głównej drodze w Rogowie Sobóckim.
Skazańców, obnażonych do pasa, przywiązywano za ręce do kun i biczowano przy pomocy rózgi lub kija. Po wymierzeniu kary zostawiano ich na pośmiewisko zebranej gawiedzi. Chłosta bywała niejednokrotnie tylko dodatkową karą, bo złodziej mógł pod pręgierzem stracić ucho, krzywoprzysięzca palce prawej ręki, a za rozbój często po chłoście wyganiano skazanego ze wsi, bez możliwości powrotu.
Czasami kuny umieszczano przy wejściu do kościoła czy dworu lub przy bramie na przykościelny teren. Takie obręcze zachowały się chociażby w Żórawinie (przy południowym portalu, z którego korzystali wszyscy mieszkańcy wsi) i w Przecławicach (przy bramie w murze kościelnym). Obręcz zamykaną na kłódkę zakładano na szyję lub ręce winnego wykroczenia. Każdy, kto udawał się na mszę do świątyni, musiał przejść obok skazańca, a czasami oglądał go nawet przez cztery kolejne niedziele, jak stoi upokorzony zamknięty w kunie, dodatkowo dla pomnożenia cierpienia dźwigając zawieszoną na szyi ciężką siekierę.
Zachowane pręgierze mają różne formy. Najbardziej okazały jest ten, który znajduje się w środku Rogowa Sobóckiego. Pochodzi z 1555 roku, wykonany został z czerwonego piaskowca, ma około pięciu metrów wysokości i ozdobne zwieńczenie na szczycie. Słup stoi na ośmiokątnej podstawie. Dawniej był zdecydowanie bardziej widoczny, ponieważ umieszczono go na podwyższeniu mającym około metra wysokości (dziś podstawa ta częściowo zakopana jest w ziemi). Obok niego wtórnie postawiono jeden ze średniowiecznych kamiennych krzyży pojednania (inne zobaczyć można w kościelnym murze). Podobny słup, ale dużo niższy (ponad dwa metry wysokości), ufundowali w 1517 roku w swoim majątku w Żórawinie właściciele wsi, rodzina Prockendorffów. Stał prawdopodobnie początkowo na placu przy kościele, w pobliżu pańskiego dworu. W Tyńcu nad Ślęzą, wiosce, która do 1810 roku należała do joannitów, zakonnicy wystawili pręgierz zbudowany z cegły, ustawiono go oczywiście na głównym placu wioski.
Karę pręgierza przestano stosować na Dolnym Śląsku w XVIII wieku i zdarzało się, że słupy hańby zaczęły pełnić z czasem nowe funkcje. Pręgierz z Tyńca nas Ślęzą stał się w XX wieku słupem ogłoszeniowym, a kolumna z Żórawiny przeniesiona na plac przed kościół parafialny pw. św. Józefa Oblubieńca posłużyła współcześnie jako postument dla rzeźby Chrystusa. O jej dawnej funkcji przypominają dziś tylko wiszące bezużytecznie żelazne obręcze. Najbardziej zaskakującą rolę odgrywa najbardziej znany pręgierz na Dolnym Śląsku, czyli kamienny słup stojący na wrocławskim Rynku. Jest to replika zniszczonego podczas wojny średniowiecznego pręgierza, który z symbolu hańby stał się miejscem spotkań. Kto z wrocławian nie mówił lub nie słyszał słów: „Spotkajmy się pod pręgierzem”?
Jeszcze słowo o katach. O sobótczańskim słudze wymiaru sprawiedliwości wiemy, że mieszkał poza centrum miasta, przy dawnej Bramie Świdnickiej, i aby się utrzymać, musiał parać się dodatkowymi zajęciami, między innymi uprawiał kawałek ziemi, nazywany „polem katowskim”. Sobótka nie posiadała wyższych praw sądowniczych, więc kary śmierci wykonywane były w Świdnicy lub we Wrocławiu. Ostatni kat z podślężańskiego miasteczka otrzymał w 1776 roku honorowe obywatelstwo za zasługi w utrzymaniu ładu i porządku w mieście. Mniej chwalebną pamięć pozostawił po sobie kat z Kątów Wrocławskich, o którego naiwności i głupocie opowiadano przez wieki. Podobno wypuścił więźnia skazanego na karę śmierci, aby ten wrócił do miasta (kącka szubienica znajdowała się za murami miejskimi) i przyniósł sznur, na którym miał być powieszony. Stryczek z szubienicy został bowiem ukradziony. Jak się łatwo domyślić, złoczyńca nie był w ciemię bity i w drodze po sznur wybrał wolność.
Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUiTAM
żona księcia Henryka Brodatego pochodziła z bawarskiej miejscowości Andechs, gdzie wychowywała się początkowo w zamku, w którym przyszła na świat, a potem u sióstr benedyktynek w Kitzingen. Pobyt w klasztorze ukształtował w niej typową dla Wieków Średnich duchowość, której istotą było odniesienie wszystkich spraw do Boga i przedłożenie miłości Bożej ponad wartości przemijające. Stąd tak widoczne w jej życiu ofiarność i poświęcenie dla innych -ubogich, chorych i bezdomnych.
W roku 1190 Jadwiga została wysłana do Wrocławia na dwór księcia Bolesława Wysokiego, gdyż została upatrzona na żonę dla jego syna, Henryka. Miała wtedy prawdopodobnie zaledwie 12 lat. Henryk Brodaty 8 listopada 1202 r. został panem całego księstwa. Rychło też udało mu się do dzielnicy śląskiej dołączyć dzielnicę senioratu, czyli krakowską, a także znaczną część Wielkopolski. Dlatego figuruje on w spisie władców Polski. Henryk i Jadwiga stanowili wzorowe małżeństwo. Doczekali się 7 dzieci. Ostatnich 28 lat pożycia małżeńskiego małżonkowie przeżyli wstrzemięźliwie, związani ślubem czystości zawartym uroczyście w 1209 roku przed biskupem wrocławskim Wawrzyńcem. Jadwiga miała w chwili składania tego ślubu około 33 lat, a Henryk Brodaty ok. 43. Zgodnie z ówczesnymi zwyczajami Henryk zaczął nosić tonsurę mniszą i zapuścił brodę, której nie zgolił aż do śmierci.
Jako księżna świeciła Jadwiga przykładem swoim poddanym, uczestnicząc gorliwie we wszystkich nabożeństwach Kościoła, nie opuszczając żadnego święta i żadnej okazji do publicznego oddania czci Jedynemu Bogu.
Henryk Brodaty nie rozumiał w pełni motywów, dla których podejmowała ona rozmaite ciężkie pokuty i umartwienia. Była osobą niezwykle skromną i dla okazania swemu ludowi, iż pragnie dzielić wszystkie jego niedole i trudy chodziła boso. Nie mógł tego zaakceptować książę małżonek i nakłonił spowiednika Jadwigi, aby nakazał jej chodzenie w butach. Kapłan ofiarował księżnej parę butów i nakazał nosić. Z posłuszeństwa nosiła je więc… ale zawieszone na sznurku.
Do końca życia nosiła włosiennicę, zawsze jednak przykrywała ją szatą wierzchnią, aby umartwienie podejmowane dla Boga i dla zjednania przyszłych zasług pozostało w ukryciu. Jednocześnie, jak przystało na żonę władcy dysponującą środkami finansowymi, prowadziła działalność fundacyjną i dobroczynną. Jej inicjatywie zawdzięczamy powstanie cysterskiego klasztoru w Trzebnicy. Budowała szpitale i była także pomysłodawczynią wędrownego szpitala dla ubogich. Księżna bardzo troszczyła się o to, aby urzędnicy w jej dobrach nie uciskali poddanych kmieci. Obniżyła im czynsze, przewodniczyła sądom, darowała grzywny karne, a w razie klęsk nakazywała mimo protestów zarządców rozdawać ziarno, mięso, sól itp.
Po śmierci męża osiadła w konwencie trzebnickim, nie przyjęła wszakże zakonnego habitu, ponieważ nie chciała – ze względu na ślub ubóstwa – utracić możliwości wspierania ubogich jałmużną i kierowania dalszym rozwojem życia religijnego na terenach piastowskich. Zmarła w opinii świętości 15 października 1243 roku, a w roku 1267 została kanonizowana przez papieża Klemensa IV. Część relikwii świętej Jadwigi Śląskiej powróciła w rodzinne strony i spoczęła w opactwie w Andechs.
 ślub.jpg     grób.jpg

6 maja 1984 r. w rocznicę kapitulacji Festung Breslau uroczyście odsłonięto pomnik Juliusza Słowackiego w Parku Juliusza Słowackiego we Wrocławiu.

Pierwowzorem pomnika była rzeźba Wacława Szymanowskiego z 1909 r., twórcy m.in. pomnika Fryderyka Chopina w warszawskich Łazienkach. Autorem pomnika we Wrocławiu zbudowanego dzięki staraniom Towarzystwa Miłośników Wrocławia oraz zawiązanego w 1981 roku Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Juliusza Słowackiego jest Andrzej Łętowski.

Pomnik został odlany w modelarni Gliwickich Zakładów Urządzeń Technicznych.

Interesujący jest również sposób transportu gotowego posągu. Przewiezienie pomnika z wytwórni do miejsca wbudowania, w 1984 roku, miało następujący przebieg:

  • najpierw ciężarówką nastąpiło przewiezienie gotowego posągu z zakładu do Portu Gliwice
  • barką pomnik został przewieziony Odrzańską Drogą Wodną do Portu Miejskiego we Wrocławiu
  • we Wrocławiu dokonano objazdu pomnika po mieście: między innymi pomnik znalazł się na Rynku obok Pomnika Aleksandra Fredry, na placu Solnym, na placu Feliksa Dzierżyńskiego nastąpiło przywitanie pomnika przez uczniów z IX Liceum Ogólnokształcącego imienia Juliusza Słowackiego i inne,
  • pomnik następnie został dowieziony ciężarówką na miejsce wbudowania i ustawiony na gotowym postumencie.

Cokół wykonany został z dolnośląskiego sjenitu, a posąg o wysokości około 2,5 m i wadze 1400 kg – z brązu.

8.F465.jpg   554.jpg  

20230721_194629.jpg  20230721_194828 (1).jpg

Gdyby kamienie umiały mówić – GROBOWIEC W TYŃCU MAŁYM
Jeden z niewielu zachowanych przedwojennych grobów na cmentarzu w Tyńcu Małym to grobowiec rodzinny Rufferów, do których tyniecki majątek należał do końca II wojny światowej. W krypcie przy południowej ścianie kościoła pochowani zostali Gabriela i Gustaw von Ruffer oraz ich młodsza córka Maria Emma von Fürstenberg.
Co wiemy o ludziach, których nazwiska widnieją na kamiennej płycie?
Gabriela Helena Melania Julia Henckel von Donnersmarck poślubiła Gustawa Ruffera w 1892 roku w pałacu w Nakle, wesele odbyło się w domu rodzinnym panny młodej. Nowożeńców wiele różniło. Gabriela miała lat dwadzieścia sześć, była niezwykle atrakcyjną kobietą, jej mąż zaś stanął na ślubnym kobiercu jako dojrzały, doświadczony, czterdziestosiedmioletni mężczyzna. Ona pochodziła z rodziny katolickiej, on wychowany został w wyznaniu ewangelickim. Ona nosiła tytuł hrabiny, z kolei rodzina Gustawa zaledwie od ćwierć wieku mogła się pochwalić tytułem szlacheckim.
Cóż, Gabriela bez wątpienia stanowiła dla Gustawa bardzo dobrą partię. Rodzina Henckel von Donnersmarck była na Śląsku bardzo znana, niewyobrażalnie wręcz zamożna (dziś byliby w Polsce miliarderami), w dodatku swymi korzeniami sięgała końca XIV wieku. Szlachectwo i herb Hencklowie otrzymali już w 1417 roku, na soborze w Konstancji, od króla węgierskiego Zygmunta Luksemburga. Daleki przodek Gabrieli – Jan II, humanista, który prowadził ożywioną korespondencję z Marcinem Lutrem, Erazmem z Rotterdamu i Filipem Melanchtonem – pierwszy z rodziny Hencklów przybył na Śląsk i jako kanonik został pochowany we wrocławskiej katedrze. Do największego znaczenia i majątku Hencklowie doszli w XIX wieku, w czasie rewolucji przemysłowej. Wtedy to stali się jedną z najbogatszych rodzin nie tylko na Śląsku, ale w całych Niemczech. Guido Henckel von Donnersmarck (z linii tarnogórsko-świerklanieckiej) miał duże wpływy polityczne – przyjaźnił się z Ottonem Bismarckiem, gościł wielokrotnie w swoich dobrach cesarza niemieckiego Wilhelma II, od którego otrzymał godność pruskiego księcia. Ojciec Gabrieli, Łazarz IV (z linii z Nakła), nie ustępował Guido (z którego dobrami w Świerklańcu sąsiadował) majątkiem. Był aktywnym politykiem i przedsiębiorcą, wraz z braćmi posiadał na Górnym Śląsku kilka hut i kopalni rud cynku i żelaza, wapienniki, fabrykę papieru, kopalnie węgla na terenie Austro-Węgier oraz olbrzymie dobra ziemskie (16 tysięcy hektarów ziemi uprawnej na Górnym Śląsku i 19 tysięcy hektarów lasów w Karyntii). Rodzina Gabrieli mieszkała w Ramułtowicach (niedaleko Kątów Wrocławskich) i w Nakle. Dobra nakielskie leżały tuż obok Świerklańca, gdzie książę Guido Henkcel von Donnersmarck wybudował pałac nazywany nie bez przesady „małym Wersalem”. Tymczasem pałac w Nakle choć był znacznie skromniejszy, to postawiony w stylu angielskiego gotyku, przypominał bajkowe zamczysko z dominująca nad całą okolicą wysoką wieżą.
Rufferowie natomiast, czyli rodzina pana młodego, należała do bardzo młodej szlachty, bowiem tytuł szlachecki „wypracował” dopiero w 1866 roku Gustaw Heinrich von Ruffer, ojciec Gustawa, syn legnickiego fabrykanta sukna. Ojciec Gustawa – przedsiębiorca, fabrykant i bankier, wrocławski radny – był postacią nietuzinkową, człowiekiem niezwykle ambitnym, przedsiębiorczym, niebojącym się nowych wyzwań. Na Śląsku w wielu dziedzinach okazał się pionierem. Został właścicielem pierwszej we Wrocławiu fabryki budowy maszyn, w której produkowano maszyny parowe, kotły i wyposażenia cukrowni, a w latach 60. XIX wieku wybudowano czterdzieści trzy lokomotywy. Należała do niego przędzalnia czesankowa, pierwsza na Śląsku walcownia cynku w Oławie oraz huty cynku i żelaza na Górnym Śląsku. We Wrocławiu założył bank (Ruffer & Co.). Brał czynny udział w rozwoju kolejnictwa, będąc inicjatorem budowy pierwszej na Śląsku linii kolejowej z Wrocławia na Górny Śląsk, oraz angażował się w rozwój Odry jako szlaku żeglugowego. Należał do komitetu założycielskiego wrocławskiego ogrodu zoologicznego.
Ale wróćmy do naszych bohaterów. Gustaw Ruffer dla swej żony Gabrieli i przyszłych potomków zakupił dobra rycerskie w Kokoszycach (dziś dzielnica Wodzisławia Śląskiego) ze „ślicznym zameczkiem”. Od razu nieduży pałac rozbudował, a nad jego wejściem kazał umieścić dwa herby, żony (z lwem i trzema różami na tarczy) oraz swój (z lwem i kaduceuszem). Już rok po ślubie małżeństwo doczekało się pierwszej córki – Marii Josephy, w rok później Gabriela urodziła drugą dziewczynkę – Marię Emmę, niestety oczekiwanego syna Gustawowi nie dała.
Być może żarliwa pobożność żony spowodowała, że Gustaw przeszedł na katolicyzm. Jako wotum za zmianę wyznania w niewielkiej odległości od pałacu wybudował „klasztorek”, czyli kaplicę połączoną z willą, w której Gabriela urządziła ochronkę dla dzieci robotników pracujących w majątku. Pod podłogą kaplicy znajdowała się krypta. W 1913 roku spoczął tam Gustaw.
Dlaczego więc imię i nazwisko Gustawa Ruffera znajduje się na kamieniu nagrobnym w Tyńcu Małym?
Po śmierci Gustawa cały jego majątek przypadł żonie. Młodsza córka wyszła za mąż za barona Franza Xaviera von Fürstenberga. Po powstaniach śląskich i podziale Górnego Śląska Kokoszyce (Gabriela zdążyła przebudować pałac, urządzając w nim kaplicę) znalazły się po polskiej stronie. Hrabinie trudno było się pogodzić z tym faktem. Pełna obaw i niepokoju o dalsze losy rodziny i majątku, zdecydowała się ukochane Kokoszyce sprzedać i przeprowadzić do Tyńca Małego, podwrocławskich dóbr, które mąż odziedziczył po wuju. Pałac w Tyńcu był dużo skromniejszy, park, choć rozległy, nie mógł się równać z kokoszyckim, w którym Gustaw oprócz roślin rodzimych nasadził wiele gatunków drzew i krzewów obcych i egzotycznych, na wiosnę kwitły tu pięknie rododendrony i tulipanowce. Hrabina postanowiła nie zostawiać męża na „obcej” teraz ziemi i wkrótce przeniosła na przykościelny cmentarz w Tyńcu ciało Gustawa, obok którego spoczęła w 1933 roku. Trzy lata później w rodzinnym grobowcu pochowano jej młodszą córkę – Marię Emmę, żonę barona Franza von Fürstenberga, matkę pięciorga dzieci, która zmarła w swym pałacu w Morzynie (Mersine).
Majątek w Tyńcu przypadł starszej córce Marii Josephie, ostatniej dziedziczce majątku w Tyńcu i osobie, która dzięki swej determinacji, żarliwej pobożności i hojności wpisała się znacząco w historię tynieckiej parafii. Ale to już historia na kolejną opowieść.
Tekst i zdjęcia: Marta Miniewicz, Stowarzyszenie TUiTAM
 
Na zdjęciach poniżej grobowiec rodzinny Rufferów w Tyńcu Małym, pałac w Nakle, ruiny pałacu w Tyńcu Małym-lata 50-te, kościół w Tyńcu Małym przy którym znajduje się grobowiec Rufferów.
 
 
 
 
 
 
 
grób.jpg    kosciół.jpg    348689589_596436795949685_5544470484412169605_n.jpg   
 
                                                                                                   
 
 kosc.jpg  Kościół w Tyńcu Małym, przy którym znajduje się grobowiec Rufferów
Czesław Odrowąż – przeor klasztoru dominikanów
we Wrocławiu, od 22 września 1963 oficjalnie uznany przez papieża Pawła VI patronem Wrocławia.
Czym zasłużył sobie na tak wybitny tytuł?
Przede wszystkim swoją interwencją podczas najazdu
Mongołów w 1242r., którzy wcześniej zdążyli spalić lewobrzeżną część miasta wraz z klasztorem św. Wojciecha.
Opis cudownego ocalenia Ostrowa Tumskiego we Wrocławiu przez
bł. Czesława zamieszcza Jan Długosz.
Otóż, według relacji Długosza, dzięki gorącym modlitwom
dominikańskiego przeora i procesjom z Najświętszym Sakramentem, nad jego głową pojawił się zstępujący z
nieba słup ognia, który tak przeraził atakujących Mongołów, że
uciekli spod murów miasta aż pod Legnicę.
Inne relacje mówią nie o słupie ognia, lecz o ognistych kulach, które
spowodowały tan sam efekt.
Ale spójrzmy na patrona Wrocławia jeszcze z innej strony...
Wrocław jest przecież miastem ludzi kształcących się w każdego typu wyższych uczelniach. Bł. Czesław, wg niektórych źródeł, studiował na uniwersytetach w Pradze, Paryżu i Bolonii, co
zaowocowało podwójnym doktoratem z teologii i prawa kanonicznego. Był kapłanem diecezjalnym, wstąpił następnie do zakonu dominikańskiego a swój habit otrzymał w Rzymie z rąk
samego założyciela zakonu – św. Dominika Guzmana.
O ile fakt studiowania w w/w trzech uczelniach jest czasem uważany za niedostatecznie potwierdzony, to w pełni udokumentowane jest założenie przez bł. Czesława pierwszego klasztoru dominikańskiego w Czeskiej Pradze. Ok. 1225 udał się do Wrocławia. Dominikanie otrzymali parafialny kościół św. Wojciecha. Zachował się do dzisiaj dokument przekazania świątyni z 1 maja 1226 r.
Według tradycji wrocławskiej Czesław miał umrzeć 15 lipca 1242 r. Datę tę przyjmuje tradycja dominikańska. Zaraz po śmierci odbierał cześć jako święty. Nad jego grobem w kościele dominikanów we Wrocławiu wystawiono niebawem ołtarz. Cześć od dawna mu oddawaną zatwierdził papież Klemens XI 18 października 1713 roku. Ciało bł. Czesława spoczywa w dominikańskim kościele św. Wojciecha w osobnej kaplicy. Kiedy w czasie zdobywania Wrocławia w roku 1945 cały kościół legł w gruzach, zachowała się jedynie kaplica z relikwiami bł. Czesława. Jest on patronem Wrocławia.
bł. czesław dziś.jpeg  Oblicze Błogosławionego odtworzone współcześnie na pdst. Jego relikwii
 
 
W zachodniej części Ostrowa Tumskiego, niedaleko Placu gen. Bema znajduje się niewielki kościół św. Marcina, będący dawną kaplicą zamkową tutejszych Książąt Piastowskich. Ufundowany przez Henryka IV Probusa około 1280 roku miał pełnić funkcję karneru, czyli kaplicy grzebalnej. Idąc w stronę wspomnianego placu Bema zauważymy pomnik papieża Jana XXIII, który w latach 60-tych ufundowany został  nie z funduszy kościelnych czy składek społecznych, jak to wówczas się odbywało, ale przez władze komunistyczne!  Pomnik został odsłonięty 5 czerwca 1968 r., a  decyzja władz PRL-u o jego powstaniu miała charakter wyłącznie polityczny. Sam Jan XXIII przeszedł do historii przede wszystkim jako inicjator Soboru Watykańskiego II.
 
Oba obiekty znajdują się na terenie dawnego Zamku Piastowskiego, którego relikty oglądać można w podziemiach klasztoru Sióstr Notre Dame.
Decyzja o postawieniu pomnika, wydana przez Komitet Wojewódzki PZPR, wynikała z nadinterpretacji słów papieża, zawartych w wypowiedzi skierowanej do polskich biskupów na audiencji podczas Soboru Watykańskiego II. Zdanie wypowiedziane przez niego 8 grudnia 1962 do polskich hierarchów o "Ziemiach Zachodnich po wiekach odzyskanych" wzbudziło protest niektórych kół niemieckich. Pomnik miał stanowić wyraz hołdu społeczeństwa polskiego dla pierwszego zwierzchnika Kościoła katolickiego, który miał uznać w ten sposób prawa Polski do Wrocławia i całych ziem zachodnich odzyskanych po stuleciach.
Ordynariusz wrocławski, abp Bolesław Kominek, ostrzegał duchownych i wiernych przed angażowaniem się w inicjatywę szkodliwą dla Kościoła. Wskazywał, że stawianie pomników papieżowi przy jednoczesnym permanentnym odmawianiu pozwoleń na budowę nowych kościołów jest zaprzeczeniem idei bliskiej Janowi XXIII, że obelisk będzie jedynie „zawstydzającym monumentem nieprawdy i publicznej mistyfikacji”. Zaproponował też, aby na dowód uczciwości zamiarów, inicjatorzy pomnika przeznaczyli zebrane środki na budowę „świątyni – pomnika dla uczczenia wielkiego papieża” we Wrocławiu. W odpowiedzi władze zaostrzyły represje wobec kurii.
Autorką pomnika jest Ludwika Nitschowa, twórczyni m.in. warszawskiej Syreny. Wykonanie powierzono trzem młodym artystom związanym z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie: Stanisławowi Kulonowi, Stanisławowi Michalikowi i Eugeniuszowi Kozakowi. Postać papieża stoi na niskim cokole płytowym wyłożonym granitem. Przednia ściana tej podstawy zawiera inskrypcję będącą tytułem encykliki PACEM IN TERRIS. Figurę papieża w szatach liturgicznych, z wyciągniętą do błogosławieństwa ręką, wykuto w białych granitowych ciosach
Podobno kilka dni po odsłonięciu pomnika zauważono, iż papież stoi tyłem do kościołów na Ostrowie Tumskim. Za to jest zwrócony w kierunku gmachu Komitetu Wojewódzkiego PZPR, w którym dziś mieści się Instytut Fizyki UWr. Niektórzy twierdzili, że nie tylko patrzy ale i pozdrawia partyjnych działaczy, dziękując im za postawianie pomnika.
 
           Pope_John_XXIII,_1958–1963.jpg

Rzeźba została wykonana w latach 1966-1968 przez Władysława Hasiora, a poświęcona jest  pamięci zakładników zamordowanych podczas okupacji hitlerowskiej w rodzinnym mieście autora - Nowym Sączu. Jest to kompozycj projektowa, a autor otrzymał za nią nagrodę ministra kultury.

Do realizacji pomnika jednak nie doszło, w wyniku sprzeciwu miejscowych władz. Początkowo sposób przedstawienia postaci interpretowano bowiem jako nawiązanie do ukrzyżowania Chrystusa i dlatego projekt został odrzucony. Później, w roku 1975, gdy Nowy Sącz został siedzibą województwa, planowane było na nowo ustawienie pomnika. Tym razem płonący ogień stanowiący nieodłączny element dzieła kojarzono z działalnością słynnego partyzanta podhalańskiego Józefa Kurasia ps. "Ogień". Ostatecznie do budowy pomnika nigdy nie doszło.

W roku 1971 rzeźba została zakupiona przez Muzeum Architektury we Wrocławiu i ustawiona w miejscu w którym stoi do dziś. W latach 70-tych, w uroczystość Wszystkich Świętych pracownicy muzeum zapalali płomienie na pomniku, za pomocą specjalnie przygotowanego do tego paliwa. Później jednak tradycja zanikła. Rzeźba przedstawia cztery postacie, przypominające ludzkie. W każdej z nich umieszczone jest specjalne koryto, w którym miał płonąć ogień. Rzeźby zostały wykonane z żelbetonu, a ustawione zą na postumencie wykonanym z cegieł,  oryginale  miały być dwa razy większe.

Rzeźba pełni funkcję czysto dekoracyjną, wiedza mieszkańców Wrocławia na temat historii tego obiektu jest praktycznie zerowa. Jedną z nielicznych prób przywrócenia pamięci o pierwotnym pomyśle autora było zapalenie płomieni w 2014 roku, podczas Nocy Muzeów. W roku 2022 pomnik poddany został renowacji.

 

20230511_185657.jpg  podpis hasio.jpg  joijuiuh.jpg

 
Choć tytuł Maryi Królowej Polski sięga drugiej połowy XVI w. – już wtedy poeta Grzegorz z Sambora nazywał Maryję "Królową Polski i Polaków" – dopiero król Jan Kazimierz 1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej obrał Maryję za Królową swoich państw, nazywając Maryję "szczególną Patronką Królestwa Polskiego".
Ale cała historia ma wcześniejszy rodowód.
Włoski jezuita, Giulio Mancinelli żył na przełomie XVI i XVII wieku. Odznaczał się niezwykłą świętością, wielką czcią do Najświętszego Sakramentu i Matki Bożej, troską o dusze w czyśćcu cierpiące. Miał on prosić Matkę Najświętszą, żeby mu objawiła, jaki jeszcze tytuł nie jest używany w Litanii Loretańskiej, pod którym Ona sama chciałaby być czczona. 14 sierpnia 1608 roku, według jego relacji, ukazała mu się Matka Boża, a u jej stóp klęczał św. Stanisław Kostka. Maryja powiedziała do niego: „Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie”. Giulio Mancinelli (mając już 70 lat!) przybył piechotą do Polski aby poznać kraj, którego królową pragnęła być Maryja i przekazać tę informację królowi.  Bardzo poruszyła ona nie tylko ówczesne władze ale i mieszkańców Krakowa, którzy w 1629r. ufundowali  na hełmie Kościoła Mariackiego koronę. 
 
Mająca miejsce prawie 100 lat później, 8 września 1717 r., koronacja obrazu jasnogórskiego papieskimi koronami  ugruntowała przekonanie o królewskości Maryi. Była to pierwsza koronacja wizerunku Matki Bożej, która odbyła się poza Rzymem.
Episkopat Polski zwrócił się do Stolicy Apostolskiej o wprowadzenie święta dla Polski pod wezwaniem Królowej Polski dopiero w 1918 r., a więc po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości. Biskupi zaproponowali papieżowi 3 maja, aby podkreślić łączność tego święta z Sejmem Czteroletnim, a zwłaszcza z uchwaloną 3 maja 1791 roku pierwszą konstytucją polską.
 
Po II wojnie światowej, w 1945 r., Episkopat Polski pod przewodnictwem kard. Augusta Hlonda odnowił na Jasnej Górze akt poświęcenia się i oddania Matce Bożej. W uroczystościach na jasnogórskich wałach wziął udział blisko milion Polaków.
Ponowne oddanie się pod opiekę Najświętszej Maryi Pannie odbyło się w czasie Wielkiej Nowenny, będącej przygotowaniem do tysięcznej rocznicy chrztu Polski. Na apel ówczesnego prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego aktu odnowienia ślubów króla Jana Kazimierza dokonał 26 sierpnia 1956 r. Episkopat Polski. Kard. Wyszyński nie był obecny na uroczystościach, ponieważ przebywał wtedy w więzieniu. Uwięzionego prymasa Polski symbolizował pusty tron i wiązanka biało-czerwonych kwiatów. 5 maja 1957 r. wszystkie diecezje i parafie oddały się pod opiekę Maryi.
Kardynał Stefan Wyszyński 3 maja 1966 r., w obecności Episkopatu Polski i tysięcznych rzesz, oddał w macierzyńską niewolę Maryi, za wolność Kościoła, rozpoczynające się nowe tysiąclecie Polski.
 
W II Rzeczypospolitej, w odrodzonym Wojsku Polskim, ryngraf z obrazem Matki Boskiej wręczany był nowo mianowanym oficerom podczas promocji lub jako akt podziękowań za wyróżniająca się służbę. Symbolikę ryngrafu przejęło harcerstwo, miał chronić od wszelkiego zła i świadczyć o patriotyzmie i przywiązaniu do religii katolickiej. Ryngraf z wizerunkiem obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej nosili w czasie wojny żołnierze AK, NSZ i WiN. Świadectwa ich życia często nie przetrwały, ale w grobach odnajdujemy orzełki, święte medaliki, różańce i ryngrafy wskazujące na świat wartości, z którego wyrastali.
 
MB.jpg

Kontakt

tel.: 511 087 085
e-mail: info@infocentrum.wroclaw.pl
www.infocentrum.wroclaw.pl
  InfoCentrum
na Ostrowie Tumskim
pl. Katedralny 1
50-329 Wrocław

Godziny otwarcia

 

miesiące  pon.-piątek sobota niedziela 
marzec  9:00-16:00 9:00-15:00 14:00-16:00 
kwiecień 9:00-17:00 9:00-15:00 14:00-16:00
maj-wrzesień  9:00-17:00 9:00-16:00 14:00-17:30
paźdz.-grudz. 9:00-16:00 9:00-15:00 14:00-16:00

 

Projekt jest współfinansowany ze środków gminy Wrocław

logowrocław

 https://www.wroclaw.pl/

Odwiedziny

1861403
Dzisiaj
Wczoraj
Ten miesiąc
Ubiegły miesiąc
Od początku
367
362
12591
39100
1861403

2024-06-16 19:42


logo