„Świeże powietrze i serwatka”, czyli o pobycie Fryderyka Chopina na Dolnym Śląsku
W
2026 roku minie dwieście lat, odkąd szesnastoletni Fryderyk Chopin przyjechał na Dolny Śląsk, by podkurować swoje wątłe zdrowie. Chopin cierpiał na postępującą gruźlicę płuc (zmarł rok przed czterdziestymi urodzinami w wyniku gruźliczego zapalenia osierdzia i niewydolności krążeniowo-oddechowej). W tamtych czasach nie istniały jeszcze skuteczne metody leczenia tej choroby. Lekarze przepisywali medykamenty, spacery, dietę i dużo odpoczynku.
Gdy Fryderyk ukończył ostatnią klasę warszawskiego liceum, matka postanowiła zabrać go „do wód”. Pobyt w dolnośląskich uzdrowiskach gorąco polecił rodzinie nauczyciel Chopina, Józef Elsner, oraz Fryderyk Adolf Roemer, który obok Jana Malcza był jednym z lekarzy czuwających nad zdrowiem młodego Fryderyka. I tak pod koniec lipca 1826 roku Chopin wyruszył wraz z matką w podróż na Dolny Śląsk. W Dusznikach-Zdroju (wówczas Reinerz) przebywała już jego matka chrzestna, hrabina Ludwika Skarbkowa, wraz z najmłodszą siostrą Chopina, Emilią, która również chorowała na gruźlicę (zmarła rok później), a kilkanaście kilometrów dalej, w Kudowie-Zdroju (wówczas Bad Kudowa), odpoczywał syn matki chrzestnej wraz z rodziną i najstarszą siostrą Chopina, Ludwiką. Droga Fryderyka do Dusznik prowadziła przez Wrocław. Zatrzymał się w stolicy Dolnego Śląska, ponieważ jego nauczyciel Elsner poprosił go o przekazanie kilku listów swoim przyjaciołom. Część prośby Chopin spełnił od razu, a drugą część w drodze powrotnej z uzdrowiska. Wracając z Dusznik, młody pianista spotkał się z muzykiem kościelnym i organistą w kościele św. Elżbiety – Friedrichem Wilhelmem Bernerem – oraz kapelmistrzem i kompozytorem Josephem Ignazem Schnabelem w katedrze we Wrocławiu. Można przypuszczać, że zaprezentował wówczas swoje umiejętności przyjaciołom Elsnera, gdyż po kolejnej wizycie w 1830 roku napisał: „Schnabel, co mię od czterech lat nie słyszał, prosił, ażebym spróbował fortepian”. Nie wiadomo, czy udało się Fryderykowi zwiedzić jeszcze coś poza tymi dwoma kościołami.
„Znów muzyka paskudzi”
Najważniejszym punktem programu tego pobytu była kuracja w Dusznikach-Zdroju. Chopin przebywał tutaj od 3 sierpnia do 8 września 1826 roku. Pensjonat, w którym mieszkał – tzw. Dom Bürgla (Grosses Bürgelhaus), późniejszy ośrodek Funduszu Wczasów Pracowniczych „Nokturn” przy ulicy Zielonej 6 – niestety nie zachował się do naszych czasów (został rozebrany w 2018 roku). Bodźcujący klimat, lecznicze wody mineralne, a przede wszystkim innowacyjne metody leczenia doktora Georga Philippa Mogalli polegające na podawaniu pacjentom żentycy – mieszanki wody zdrojowej z ciepłego źródła leczniczego z serwatką z mleka owczego, oślego lub koziego, do której dodawano zioła mięty – miały postawić chorowitego młodzieńca na nogi i dodać mu nowych sił. Do tego zalecano mu liczne spacery i odpoczynek.
„Dwa tygodnie już piję serwatkę i wody tutejsze; i niby, jak mówią, mam trochę lepiej wyglądać, mam niby tyć, a tym samym lenieć, czemu może przypiszesz tak długi spoczynek pióra mojego; lecz wierz mi, skoro się dowiesz o moim sposobie życia, przyznasz, iż trudno znaleźć chwilę do siedzenia w domu”, pisał Chopin do swojego przyjaciela Wilhelma Kolberga z Reinertz (Dusznik) 18 sierpnia 1826 roku.
Młody kompozytor codziennie kilkakrotnie odwiedzał źródło, spacerował po uzdrowisku i wędrował po najbliższej okolicy. Był też na górze Einsiedelei, zwanej Wzgórzem Rozalii, ponieważ w liście wspominał o „wielu schodach prowadzących na górę” i „przepysznym widoku na całe Reinertz”. Na inne wędrówki górskie nie mógł sobie pozwolić: „Chodzę ja wprawdzie po górach, którymi Reinertz otoczone, często zachwycony widokiem tutejszych dolin, z niechęcią złażę, czasem na czworakach, alem jeszcze nie był tam, gdzie wszyscy jadą, bo mi zakazano. Jest tu w bliskości Reinertz góra ze skałami zwana Heu-scheuer, miejsce, z którego widoki zachwycające, ale dla niezdrowego powietrza na samym wierzchołku nie wszystkim dostępna, a ja jestem jednym z tych pacjentów, na nieszczęście, którym tam nie wolno”, pisał w liście do przyjaciela Wilhelma Kolberga. Największym wyzwaniem dla Chopina nie były jednakże wędrówki i intensywne życie kuracjusza, a „kiepska muzyka dęta”, której musiał słuchać każdego dnia w parku zdrojowym: „Rano, najpóźniej o godzinie 6, już wszyscy chorzy przy zrzrodle; tu dopiero kiepska dęta muzyka – z kilkunastu karykatur w rozmaitym guście złożona, na czele których fagocista, chudy, z osiodłanym, zatabaczonym nosem, przestrasza wszystkie damy, co się koni boją, przygrywa wolno spacerującym Kur-gästom; tu dopiero gatunek reduty, a raczej maskarady, bo nie wszyscy w maskach, tych jednakże mała jest liczba, albowiem składa się tylko z tych, co dla kompanii dali się powiesić. (…) Po obiedzie zazwyczaj jeszcze większa maskarada niż rano, bo każdy wystrojony, każdy w innym niż rano pokazuje się kostiumie! Znów muzyka paskudzi, a tak chodzi się już do samego wieczora. Jak ja, ponieważ tylko dwie szklanki Lau-brun piję po obiedzie, więc wczas idę do domu na kolacją, po kolacji spać, więc kiedyż list pisać?…”, usprawiedliwiał swoje dłuższe milczenie Chopin.
„Papier, na którym Ci piszę, jest z Reinertz”
W Dusznikach-Zdroju znajduje się wyjątkowy XVI-wieczny młyn papierniczy (obecnie jedyne w Polsce Muzeum Papiernictwa), który został zbudowany, według najnowszych badań, już przed 1562 rokiem. W swojej historii należał do trzech rodzin: rodziny Kretschmerów (do 1706 roku), która otrzymała przywilej dostarczania papieru wszystkim władzom wrocławskim, rodziny Hellerów (do 1822 roku), oficjalnych dostawców papieru dla dworu pruskiego, oraz rodziny Wiehrów, zarządzającej młynem do 1939 roku. Ostatni właściciel przekazał młyn miastu z życzeniem utworzenia w nim muzeum – zostało ono spełnione w 1968 roku. Obecnie trwają starania, żeby młyn został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Prawdopodobnie Chopin zwiedził to miejsce, a w jednym z listów pisanych do przyjaciela, Jana Białobłockiego, już po powrocie do Warszawy, zaznaczył: „Papier, na którym Ci piszę, jest z Reinertz”.
Koncerty charytatywne Chopina
W czasie pobytu w uzdrowisku Fryderyk Chopin dał dwa nieplanowane wcześniej koncerty charytatywne w teatrze zdrojowym (dziś zwanym Dworkiem Chopina), tym samym, w którym trzy lata wcześniej wystąpił czternastoletni Felix Mendelssohn-Bartholdy. Najprawdopodobniej okazją do ich zorganizowania była śmierć mistrza sukienniczego, mieszkańca Dusznik, który pozostawił czworo osieroconych dzieci. Chopin dołączył do cyklu imprez charytatywnych, grając dwa koncerty. Nie było to dla niego łatwe zadanie ze względu na, jak pisał, brak dobrego instrumentu: „instrumenty, które widziałem, sprawiają mi więcej przykrości niż przyjemności”. Mimo wszystko artysta dał się usłyszeć w teatrze zdrojowym, a dochód przekazał na rzecz osieroconej rodziny. Na pamiątkę tych wydarzeń w pierwszej połowie sierpnia odbywa się Międzynarodowy Festiwal Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, a także prowadzone są kursy mistrzowskie dla młodych pianistów. Jest to najstarszy nieprzerwanie organizowany festiwal pianistyczny poświęcony Chopinowi na świecie, a także najstarszy festiwal muzyczny w Polsce. Co roku zbierają się tu światowej sławy artyści i miłośnicy jego muzyki. Pierwszy festiwal odbył się w 1946 roku, w 120. rocznicę pobytu kompozytora w uzdrowisku i jego koncertów. Ponadto jedno z lokalnych źródeł nosi obecnie nazwę „Pieniawa Chopina”, znajduje się tu pomnik pianisty, tablica pamiątkowa oraz fontanna multimedialna z muzyką Chopina.
„Grać, ale nie komponować”
We Wrocławiu można również znaleźć kilka śladów Chopina. Jego druga wizyta miała miejsce w 1829 roku i również trwała krótko. Fryderyk zatrzymał się tu w drodze powrotnej z Wiednia, dokąd udał się wraz z przyjaciółmi, Alfonsem Brandtem i Ignacym Maciejowskim. Niewiele wiadomo o tym pobycie. Wiadomo za to na pewno, że młodzi ludzie nocowali w gospodzie „Rautenkranz” (Ruciany Wianek) przy ulicy Ohlauerstrasse (dzisiejszej Oławskiej). Dlatego w 2010 roku, z okazji 200. rocznicy urodzin Chopina, odsłonięto tam niewielki pomnik. Dopiero w listopadzie 1830 roku Chopin zatrzymał się w stolicy Dolnego Śląska na dłużej. Wraz z przyjacielem Tytusem Woyciechowskim mieszkał w pobliżu Rynku, w gospodzie „Zur Goldenen Gans” („Złota gęś”) przy ulicy Junkernstraße (na rogu ulic Szewskiej i ul. Ofiar Oświęcimskich). Obiekt został zniszczony w 1945 roku i w latach 50. XX wieku rozebrany. Z listów dowiadujemy się, że gospoda miała czyste pokoje i dobre jedzenie. W dniu przyjazdu, 6 listopada 1830 roku, przyjaciele udali się wieczorem do teatru „Kalte Asche” („Zimny popiół”) – poprzednika Teatru Miejskiego – który znajdował się na rogu ulic Teichstraße i Ohlauerstraße (Piotra Skargi i Oławskiej). Tam obejrzeli sztukę popularnego wówczas austriackiego poety Ferdinanda Raimunda – „Der Alpenkönig” („Król Alpejski”). Następnego dnia Chopin ponownie odwiedził kapelmistrza katedralnego Josepha Ignaza Schnabla. Schnabel był tak zadowolony z wizyty, że zaprosił gościa na próbę koncertową następnego wieczoru w dużej Sali Redutowej „Hotelu Polskiego” („Hotel de Pologne” przy ul. Biskupiej – obiekt nie istnieje). Tak Chopin opisywał te wydarzenia:„Zastałem tam nielicznie, jak zwykle, zebraną na próbę orkiestrę, fortepian i jakiegoś referendariusza [początkującego prawnika], amatora, nazwiskiem Hellwig, gotującego się do odegrania pierwszego Es-dur Koncertu Moschelesa. Nim on zasiadł do instrumentu, Schnabel, co mię od czterech lat nie słyszał, prosił, ażebym spróbował fortepian. Trudno było odmówić, siadłem i zagrałem kilka wariacji. Schnabel się niezmiernie ucieszył, pan Hellwig stchórzył, inni zaczęli mnie prosić, ażebym wieczorem dał się słyszeć. Szczególnie Schnabel tak szczerze nalegał, że nie śmiałem staremu odmówić. Jest to wielki przyjaciel pana Elsnera; alem mu powiedział, że uczynię to tylko dla niego, bo anim grał przez parę tygodni, ani się myślę w Wrocławiu popisywać. Stary mi na to, że wie o tym wszystkim i że chciał mnię już wczoraj, widząc w kościele, o to poprosić, ale nie śmiał. Pojechałem tedy z jego synem po nuty i zagrałem im Romans i Rondo z II Koncertu. Na próbie dziwili się Niemcy mojej grze: »Was für ein leichtes Spiel hat er« [jakie on ma lekkie uderzenie], mówili, a o kompozycji nic. Nawet Tytus słyszał, jak jeden mówił: »że grać mogę, ale nie komponować«”.
Oprócz II i III części „Koncertu e-moll” Chopin improwizował na tematy z oper. Grę młodego wirtuoza podziwiano, jednak jego kompozycja wzbudziła zamieszanie, ponieważ wrocławscy słuchacze byli wychowani głównie na dziełach klasycznych: „(…) ale prócz Schnabla, na którym widać było prawdziwą radość, który mnie co chwila brał pod brodę i głaskał, żaden z Niemców nie wiedział, co robić. Tytus miał uciechę, patrząc na nich. Ponieważ ja jeszcze nie miałem ustalonej reputacji, więc dziwiono się i bano dziwić; nie wiedzieli, czy kompozycja dobra, czy też im się tak tylko stale wydaje. Jeden z tutejszych znawców przybliżył się do mnie i chwalił nowość formy, mówiąc, że mu się nic jeszcze w tej formie nie zdarzyło słyszeć, nie wiem, kto to był, ale ten mię może najlepiej zrozumiał”.
„Nie chcieliśmy wyjeżdżać z Wrocławia
Podczas pobytu młodzieńcy zwiedzili Wrocław. Nie ma dokładnych przekazów, ale pewne jest, że zostali przewiezieni przez miasto bryczką i oprowadzeni. Przewodnikiem po mieście był przypadkowo poznany kupiec o nazwisku Scharff. Związana jest z nim szczególnie zabawna historia, którą Chopin opisał w liście do rodziny. Aby umilić gościom zwiedzanie miasta, przewodnik zaprosił ich na koncert i załatwił dwa bilety. Jakże wielkie było jego zdziwienie, gdy wyszło na jaw, że jeden z jego klientów okazał się główną atrakcją wieczoru muzycznego. Wrażenia z pobytu we Wrocławiu były bardzo pozytywne, ponieważ z Drezna Fryderyk napisał: „Nie chcieliśmy wyjeżdżać z Wrocławia”. Następnie udali się do Paryża. Potem mieli wrócić do Warszawy, ale nie było to już możliwe: wybuchło powstanie listopadowe. Chopin nigdy nie powrócił do ojczyzny, przynajmniej nie fizycznie.
Chopin jeszcze raz zawitał na Dolnym Śląsku, ale tym razem… w filmie. W październiku 2025 roku na ekrany kin wszedł „Chopin, Chopin!” w reżyserii Michała Kwiecińskiego. Miłośników Dolnego Śląska ucieszy fakt, iż w filmie przedstawiającym życie Chopina od 1835 roku do momentu jego śmierci znalazły się liczne plenery z naszego regionu, między innymi Teatr Zdrojowy im. Henryka Wieniawskiego oraz Hala Spacerowa w Szczawnie-Zdroju, zamek Bolków, kościół pocysterski w Lubiążu, poaugustiański zespół klasztorny w Żaganiu czy też Wrocław (w atelier Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu powstało drugie paryskie mieszkanie Chopina). Jednym z największych plenerów stał się jednak zamek w Roztoce, należący do 1945 roku do Hochbergów (właścicieli zamku Książ). Tutaj zaaranżowano pierwsze paryskie mieszkanie Chopina (kiedy Chopin z okna spogląda na Paryż, jest to wewnętrzny dziedziniec zamku Roztoka). W salonie muzycznym hrabiego Bolka von Hochberga (Hansa Heinricha XIV Bolka) zaaranżowano mieszkanie Wodzińskich i spotkanie Chopina z późniejszą narzeczoną – malarką i pianistką – Marią Wodzińską, a w holu wejściowym zamku powstał gabinet termoterapii, w którym do specjalnego pieca wkładano chorych na „trzy zdrowaśki”. Piec ten i napisy scenograficzne można do dzisiaj obejrzeć podczas zwiedzania obiektu. Właściciele zamku i założyciele fundacji „Zamek Roztoka – Ocalić od zapomnienia”, Małgorzata i Arkadiusz Śnieżkowie, zadbali, aby w filmowym mieszkaniu Chopina można było nadal poczuć jego ducha. Wnetrza zostały urządzone w stylu drugiej połowy XIX wieku. Stoi tam również zabytkowy fortepian – można odnieść wrażenie, że Fryderyk Chopin tylko na chwilę od niego odszedł…
Tekst i zdjęcia: Małgorzata Urlich-Kornacka